Owoce, kolory i inne nowotwory

Co roku w październiku rozpoczyna się na facebooku ta sama absurdalna akcja: wstaw status z tajemniczym hasłem i nikomu nie mów o co chodzi, żeby uświadomić ludzi o raku piersi! Zarówno zaproszenia do udziału jak i zasady są przekazywane poprzez prywatne wiadomości – cała akcja jest bowiem… tajna.

Ku wielkiemu zdziwieniu mojemu i moich koleżanek, w tym roku rozpoczęła się już w styczniu. Zmienił się tylko motyw przewodni – już nie chwalimy się (w zakodowanym i oczywiście nic nikomu nie mówiącym poście) miejscem odkładania swojej torebki po powrocie do domu, ulubionym alkoholem czy kolorem noszonej bielizny, lecz za pomocą nazwy owocu określamy swój status matrymonialny.
Wszystko oczywiście z troski o kobiety i z myślą o nich… Ale czy rzeczywiście? Przecież ani o raku, ani o piersiach, ani tym bardziej o profilaktyce nie ma w tym wszystkim mowy! Nijak ma się więc cała ta zabawa do świadomości o jakimkolwiek nowotworze, wbrew deklaracjom uczestniczek i pomysłodawców (kto to w ogóle wymyślił?!). Pomimo szczerych chęci ani ja, ani zapytane przeze mnie kobiety (również te zapraszające mnie do udziału!) nie jesteśmy w stanie określić toku rozumowania pomysłodawców tej akcji.

No bo co mają wspólnego owoce z nowotworami? Chyba tylko tyle, że można wyhodować sobie guza wielkości pomarańczy*. A damskie torebki? Może to, że jak się zagapimy  z profilaktyką, to zamiast nowego Michaela Korsa będziemy wybierać chustkę do zakrycia głowy po chemioterapii.

Jeśli zatem bierzecie w tym udział i/lub zachęcacie do tego swoje znajome, zadajcie sobie kilka retorycznych pytań:

  • Ile kobiet zbada sobie piersi jak wstawicie na facebooka status z nazwą owocu?
  • Czy jak opublikujecie status z nazwą alkoholu to ktoś zrobi sobie USG lub mammografię?
  • Jak bardzo zwiększy się świadomość o raku piersi dzięki wygłupom w idiotycznej grze na facebooku, o której zasadach wiedzą tylko wtajemniczeni, a nie można ich zdradzać osobom postronnym, bo wszystko ma być jedną wielką niewiadomą?

Na koniec odpowiedzcie sobie szczerze – czy to naprawdę wszystko, co jesteście w stanie zrobić, żeby uchronić bliskie Wam kobiety przed chorobą nowotworową?  Tylko na to Was stać? Naprawdę tylko tyle wystarczy do uspokojenia Waszego sumienia i poczucia, że zrobiłyście coś ważnego?

Przestańcie oszukiwać siebie i innych, że robicie coś pożytecznego, bo nie robicie.

Zamiast wykorzystać potężne medium społecznościowe do szerzenia wiedzy, poświęcacie czas i zasoby (choćby zasięgi postów), które można było spożytkować realnie uświadamiając kobiety, na udział w infantylnej maskaradzie. Czy nie lepiej zabrać w sprawie głos, który ma znaczenie, zamiast rzucać puste słowa? Co najbardziej przerażające, angażują się w tę pozorowaną akcję kobiety – wydawać by się mogło – inteligentne i wykształcone, często mające córki. Czy im też mówią, żeby wstawiały tajemnicze posty, zamiast je nauczyć samokontroli piersi?

Jasne, każdy może się bawić jak chce, i jeśli lubi infantylne atrakcje to jego sprawa. Ale robienie sobie rozrywki z tak poważnego tematu jakim są nowotwory, na które rokrocznie zapada w Polsce co najmniej 150 tys. ludzi (prognozowana przez Ministerstwo Zdrowia zachorowalność miała wynieść w 2015 roku 160 tys.), i które zabijają 100 tys. osób rocznie, jest nie tylko niedojrzałe, ale i szkodliwe. W kraju, w którym umieralność na nowotwory jest wyższa od europejskiej średniej nawet o 20% (dane KRN za 2013 rok), ludzie boją się chodzić do lekarza „bo jeszcze coś wykryje”, programy badań przesiewowych są mało popularne wśród objętej nimi populacji, a badania piersi są tematem tabu (nie wspominając o profilaktyce raka szyjki macicy, to dopiero wstydliwy temat!), robienie wielkiej tajemnicy z tak drażliwego tematu w żaden sposób nie przyczynia się do poprawy sytuacji, lecz tylko ją pogarsza!

Rak piersi jest najczęściej zabijającym Polki nowotworem i stanowi ponad 1/5 wszystkich chorób nowotworowych diagnozowanych u kobiet w Polsce (za KRN). Spośród kilkudziesięciu zebranych w klasyfikacji ICD-10 nowotworów złośliwych to właśnie C50 atakuje kobiety najczęściej, zbierając śmiertelne żniwo. W 2013 roku zdiagnozowano w Polsce 17 tys. przypadków raka piersi u kobiet (na rok 2015 MZ prognozowało 20,5 tys. zachorowań), a u mężczyzn 144. W tym samym roku na raka piersi zmarło w Polsce prawie 6 tys. kobiet (i 65 mężczyzn), co stanowi niemal 14% zgonów nowotworowych.
Raporty można sobie wygenerować na stronie KRN, ale nie ma w nim informacji o latach po roku 2013. Brak aktualnych danych wynika z opieszałości świadczeniodawców w raportowaniu do Krajowego Rejestru Nowotworów, które zresztą nawet nie jest obowiązkowe, co skutkuje także niekompletnością bazy danych. Niemniej, choć dane KRN są niepełne i przestarzałe, to i tak dobitnie pokazują skalę problemu.

Udział poszczególnych nowotworów we wszystkich chorobach nowotworowych zdiagnozowanych u kobiet w Polsce w 2013 roku.
Udział poszczególnych nowotworów w zgonach nowotworowych wśród kobiet w Polsce w 2013 roku.

Część nowotworów piersi (ok. 5-15%; wartość ta różni się w zależności od źródeł) ma charakter dziedziczny, jednak większość powstaje w wyniku mutacji, które zachodzą przez całe życie. Mają na to wpływ różne czynniki, z których bardzo istotny jest nasz tryb życia – w przypadku każdego nowotworu, nie tylko raka piersi, ryzyko zachorowania można obniżyć zdrowo się odżywiając, uprawiając aktywność fizyczną i unikając ekspozycji na substancje mutagenne i kancerogenne. Pozostałymi czynnikami ryzyka, które mogą warunkować zachorowanie na raka piersi, są min.:

  • rak piersi wśród członków rodziny (matka, babka, siostra),
  • wczesna pierwsza miesiączka przed 12 rokiem życia,
  • późna menopauza po 55 roku życia,
  • urodzenie dziecka po 35 roku życia, bezdzietność.

Ale nawet nie będąc w grupie ryzyka i stosując się do zaleceń zdrowego trybu życia nie mamy gwarancji, że uchronimy się przed nowotworem. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Wychwycenie w porę groźnych zmian w piersiach daje pacjentkom ponad 90% szans przeżycia kolejnych pięciu lat po diagnozie. Mało? Wskaźnik 5-letnich przeżyć w roku 2012 wyniósł dla raka piersi 72%. Docelowa wartość tego wskaźnika w 2024 roku, będąca założeniem Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych, ma wynosić 80-85% (na podstawie uchwały ustanawiającej wieloletni NPZChN na lata 2016-2024). Ale nigdy nie osiągniemy nawet tej wartości, jeśli zamiast realnych działań będziemy podejmować pozorowane akcje na facebooku! Dlatego jak zawsze namawiam do uruchomienia własnego rozumu i rozpoczęcia działań profilaktycznych – badań palpacyjnych i obrazowych (USG, mammografia), a także aktywnego (rzeczywistego!) angażowania się w promocję zachowań prozdrowotnych. To nie boli, a może Wam (i bliskim Wam kobietom) uratować zdrowie i życie!

Jak się do tego zabrać? Najlepiej zacząć od najprostszej (i najprzyjemniejszej) formy kontroli, czyli samodzielnego badania piersi.

Ulotkę możesz ściągnąć i wydrukować tutaj.

Badanie można wykonać samodzielnie albo poprosić o to partnera lub partnerkę; w końcu to Wy najlepiej znacie swoje piersi i najłatwiej zauważycie zmiany. Nie bójcie się też prosić o badanie palpacyjne podczas wizyty u ginekologa. Jeśli odmówi, zmieńcie lekarza. Serio.
Nawet wykrycie jakichś zmian nie musi od razu oznaczać najgorszego. Niemniej, jeśli zauważycie coś niepokojącego, zgłoście się do specjalisty. Oprócz ginekologa może to być też onkolog, chirurg onkolog lub chirurg ogólny. Ważne: do onkologa można się zgłosić bez skierowania.
W razie potrzeby specjalista skieruje Was na dalsze badania – w zależności od wieku będzie to USG piersi i/lub mammografia. Badanie ultrasonograficzne pomoże odróżnić torbiele od guzów litych, a mammograficzne wykryje zmiany nowotworowe nawet we wczesnym stadium. Jeśli badanie obrazowe potwierdzi podejrzenia, może być konieczne wykonanie biopsji (najprawdopodobniej cienkoigłowej) z oceną histopatologiczną (i oznaczeniem receptora HER2 – nabłonkowego czynnika wzrostu). Po tym etapie będzie wiadomo, czy zmiany mają charakter nowotworowy. Jeśli tak, konieczna może się okazać biopsja gruboigłowa w celu określenia rodzaju komórek rakowych. Badanie histopatologiczne w 99% przypadków jest w stanie określić rodzaj nowotworu.

Jeśli nie jesteście objęte programem skryningowym**, badanie obrazowe możecie wykonać na własną rękę (koszt to ok. 100-150 zł, zależnie od lokalizacji – przychodnie i szpitale państwowe oferują badania nawet o połowę taniej, niż placówki prywatne) lub poprosić swojego lekarza o skierowanie.
Jak często należy to robić? Cóż, mój osobisty harmonogram badań przewiduje USG piersi raz w roku. Wolę spać spokojnie, a pieniądze wydane na diagnostykę nigdy nie są stracone, to zawsze inwestycja! Rzeczywistość jest brutalna – wczesne wykrycie nowotworu to po prostu większa szansa na przeżycie, a decyzja o (nie) zrobieniu badań profilaktycznych może być jedną z tych „życiowych”. I takie informacje trzeba rozpowszechniać, a nie miejsce odkładania torebki. A symbolem walki z rakiem piersi nie jest żaden owoc, tylko różowa wstążka.

P.S. Radykalne odjęcie piersi z rekonstrukcją dotyczy nawet 90% pacjentów z rakiem piersi. Chyba jest o co walczyć, prawda?

 

*) Podczas pracy w Ministerstwie Zdrowia współpracowałam m.in. ze środowiskiem lekarskim nad merytoryczną stroną pakietu onkologicznego. Obejmowało to również poznawanie ciekawych – z punktu widzenia medycznego – przypadków (tzw. case study). Jednym z nich był przykład kobiety, która – wiedząc już, że ma guza piersi – wstydziła się zgłosić do lekarza. Guz był tak duży, że w zasadzie utworzył trzecią pierś. Do wizyty u specjalisty skłoniła ją jedna z pań, z którymi spotykała się w kościele. Zwróciła jej ona bowiem uwagę, że… śmierdzi i nie da się obok niej przebywać. Na skutek zaniedbania powstałego guza utworzył się także ropień roztaczający nieprzyjemną woń. I dopiero to skłoniło kobietę do zainteresowania się swoim zdrowiem.
**) Informacje o programach profilaktycznych (w tym adresy placówek wykonujących badania) można znaleźć na stronach wojewódzkich oddziałów NFZ. Badania wykonywane w ramach tych programów są bezpłatne, a zainteresowane panie mogą się zgłaszać bez skierowania (może być jednak konieczne wcześniejsze zapisanie się na badanie). W przypadku raka piersi programy skryningowe skierowane są do kobiet w wieku 50-69 lat. Objęcie programem profilaktyki akurat tej kohorty wiąże się z faktem drastycznego wzrostu zachorowań w tym przedziale wiekowym (91% zgonów z powodu nowotworów złośliwych piersi występuje po 50 roku życia; dane ze sprawozdania MZ z realizacji NPZChN za 2014 rok).
Warto zatem poważnie porozmawiać z naszymi mamami i babciami, i zachęcić je do wykonania badania lub upewnić się, że robią je regularnie. Badanie mammograficzne w tej grupie wiekowej powinno być wykonywane co 24 miesiące lub co 12 miesięcy w przypadku kobiet, u których wystąpił rak piersi wśród członków rodziny (u matki, siostry lub córki) albo mutacje w obrębie genów BRCA 1 lub BRCA 2 (które mogą być dziedziczne). Taka częstotliwość jest standardem europejskim w tej grupie wiekowej. U młodszych kobiet mammografia nie jest badaniem miarodajnym.

Źródła:

Ministerstwo Zdrowia
Narodowy Fundusz Zdrowia
Krajowy Rejestr Nowotworów
Europejski Kodeks Walki z Rakiem
NFZ – Mazowiecki Oddział Wojewódzki
Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych

Dzień dobry!

Kolejka w sklepie.
Grzecznie czekam w jedynym ogonku, choć kasy są dwie. Zakładam, że kasjer na tej drugiej ma obecnie inne zajęcie, a mnie się nie spieszy. Po chwili jednak prosi kolejną osobę. To ja.

Podchodzę z uśmiechem i entuzjazmem. Tym większym, że widzę pana pierwszy raz, więc może jest tu nowy i się stresuje, a będzie mu raźniej, jak spotka kogoś przyjaźnie nastawionego.

Dzień dobry! – rzucam radośnie, bo w gruncie rzeczy wesoły ze mnie człowiek.
No nie wiem, czy taki dobry… – słyszę w odpowiedzi.
Ale jak to, coś się stało? – pytam. Ciekawskie ze mnie stworzenie.
Pracowała pani kiedyś w sklepie?

W tym momencie wszystko staje się jasne.

Ludzie, co? – dopytuję jeszcze dla pewności i dostaję potwierdzenie.

Mam wielki szacunek do osób pracujących bezpośrednio z ludźmi czy w szeroko pojętej obsłudze klienta. To jest w moim odczuciu najtrudniejsza praca. Jestem w stanie wyobrazić sobie, ile nieprzyjemnych sytuacji im się przytrafia, jak często mają styczność z osobami roszczeniowymi i mylącymi obsługę z usługiwaniem. Wystarczy się czasem przyjrzeć, będąc w lokalu, jak traktowane są kelnerki. Albo w urzędzie czy na poczcie poobserwować, co się dzieje w okienkach obok.
Ile razy widzieliście w sklepie czy markecie klientów awanturujących się z kasjerami? Lub dobitnie dających do zrozumienia, że towary są za wolno kasowane, albo wykazujących milczące (choć wcale nie ciche) zniecierpliwienie, bo w kasie trzeba było zmienić rolkę?

W dobie internetu, gdy częściej mamy kontakt z ekranem, niż z żywą osobą siedzącą naprzeciwko, zbyt łatwo zapominamy, że nie tylko po drugiej stronie kabla, ale i lady czy urzędniczego okienka siedzi człowiek. Człowiek, który też ma swoje problemy. Który może mieć gorszy dzień, źle się czuć (np. mieć migrenę), albo zwyczajnie być zmęczony dziesiątą godziną pracy. Człowiek, który może cały dzień nic nie jadł, bo nawet nie miał kiedy pójść na przerwę. Albo jest roztrzęsiony chamskim zachowaniem poprzedniego klienta.
Tuż przed świętami w pobliskiej, zaprzyjaźnionej piekarni jakaś pani zrobiła ogromną awanturę, że nie ma pierogów. Których to pierogów nawet nie zamawiała.
Innego dnia pani dyrektor z sąsiedniego gimnazjum była oburzona, że nikt jej od razu po wejściu nie obsłużył. A była trzecia w kolejce.

Właściwie to w większości ludzie są mili i nie jest tak źle, tylko czasem trafi się ktoś chamski – kontynuuje pan kasjer.
Wie pan, co wtedy najlepiej zrobić? Uśmiechnąć się i powiedzieć coś miłego.
Myśli pani, że zadziała?
– pyta z niedowierzaniem.
Jestem o tym przekonana!

Bo człowiek zmęczony lub zdenerwowany może się trafić po każdej stronie.
Osoba zirytowana czy niegrzeczna często oczekuje podobnego zachowania ze strony kogoś, z kim wchodzi w interakcję. Lub nie oczekuje niczego, ale raczej na pewno nie spodziewa się, że jej postawa spotka się z życzliwym nastawieniem. Dlatego warto zauważyć drugiego człowieka, a nie tylko jego marsową minę  czy szorstkie odzywki. Czasem wystarczy sam uśmiech, a czasem zagajenie neutralnej rozmowy („Zimno dziś, prawda?”). „Spokojnie, proszę się nie denerwować, ja się nie spieszę” do kasjerki nerwowo zmieniającej rolkę naprawdę nie zaszkodzi. Nawet rzucone na odchodnym „Miłego dnia!” potrafi czasem zdziałać cuda.

Jeżeli jednak nie zadziała – trudno, idzie się dalej, nie ma tu nic więcej do roboty.
Ale życzliwość naprawdę nic nie kosztuje, a może wiele dać. Uśmiechnij się do kogoś – może sprawisz, że poczuje się lepiej?

Miłego dnia!

 

Krótka historia o tym, dlaczego postanowienia noworoczne są bez sensu

Znacie to?

Od jutra będę dbać o porządek

Od poniedziałku rzucam palenie/nie jem słodyczy/zdrowo się odżywiam

Od następnego miesiąca będę chodzić na siłownię

Od nowego roku się odchudzam!*

*) bo teraz święta, Sylwester, więc nie opłaca się zaczynać

Kto nigdy sobie tak nie obiecywał, tego podziwiam i szczerze zazdroszczę! Tego typu deklaracje składałam przed samą sobą niezliczoną ilość razy. Tymczasem następnego dnia wcale nie było czyściej, po tygodniu wciąż jadłam czekoladę, przez cały miesiąc jakoś nie było czasu pójść na siłownię, a w nowym roku było tak samo, jak w starym. Słowem – nie zmieniało się nic. A frustracja brakiem zmian rosła. Nie wspominając o poczuciu winy, że znowu nic się nie udało.

Oczywiście można być – tak jak ja – człowiekiem napędzanym gniewem, czyli doprowadzić się do takiego stanu irytacji, który w końcu zmusi do działania. Ale chyba nie o to chodzi, żeby samego siebie denerwować i być na siebie złym. Zdecydowanie fajniej jest być wobec siebie uczciwym i dobrze się ze sobą dogadywać.

Jeżeli coś odkładasz, to tak naprawdę nie chcesz tego robić

Każdy dzień jest dobry. Jeśli możesz coś zrobić w poniedziałek, możesz i dziś. Jeśli możesz coś zacząć od nowego roku, możesz zacząć dziś. Jeśli coś nie wymaga nakładu czasu i środków, a możesz wygospodarować chwilę, po prostu to zrób.
Spójrzmy prawdzie w oczy – większości działań nie odkładamy dlatego, że nie możemy ich wykonać od razu, tylko dlatego, że nie chcemy ich robić. A nie chcemy ich robić, bo to oznacza zmianę. Czasem nie jesteśmy na nią gotowi, a czasem po prostu jej… nie chcemy. Warto się zatem zastanowić, czy naprawdę chcesz, aby coś się zmieniło, i jeśli tak, jeśli naprawdę chcesz coś zmienić,

ZACZNIJ DZIAŁAĆ OD RAZU!

Nie odkładaj, bo jeśli nie jesteś osobą wybitnie zmotywowaną (jak ja), początkowy zapał wyparuje i nic z tego nie będzie. Przykładem choćby ten blog – pomimo przeszkód, walki z layoutem, konieczności poświęcenia czasu na wykup domeny i ogarnięcie hostingu (bez jakiejkolwiek wiedzy na ten temat), jednak jest. Jak tylko pojawiła się myśl o założeniu bloga, zaczęłam ją realizować. A mogłam odłożyć to na potem, czyli na wieczne nigdy, i na tym skończyłoby się moje pisanie.
Albo się chce i się robi, albo się nie chce i się nie robi. Nie ma półśrodków, skróconych dróg, magicznych sztuczek, jest tylko chęć do zmiany i adekwatne działanie. Samo się nic nie zrobi.

Jeśli nie teraz, to kiedy?!

Miałam wielkie szczęście spotkać na swojej drodze osobę, która zupełnie nieświadomie dosyć mocno wpłynęła na moje życie (pozdrawiam, Basiu!:)). Kobieta sukcesu, piękna, zadbana, wysportowana, zwiedzająca świat, czytająca mnóstwo książek i w tym wszystkim znajdująca czas na (także nowe) hobby. Gdy zobaczyłam, że zaczęła malować, byłam w szoku, skąd bierze na to wszystko czas. Zapytałam o to i usłyszałam w odpowiedzi:

Jeśli nie teraz, to kiedy?

No właśnie, kiedy?
W którym konkretnie życiu zamierzasz zrobić to, o czym marzysz, lub dokonać zmiany, na którą od dawna czekasz? Jak mawia jedna z moich ulubionych blogerek: życie jest za krótkie na bawełniane gacie!

Za miesiąc, rok, możesz być już w zupełnie innym miejscu w życiu i nie będziesz tego potrzebować, chcieć lub móc. Albo będziesz w tym samym miejscu właśnie dlatego, że czegoś nie zrobiłeś…

To jak będzie tym razem?

 

Miało być krótko, a wyszło jak zawsze. W podziękowaniu za dotrwanie do końca – piosenka: