Krótka historia o tym, dlaczego postanowienia noworoczne są bez sensu

Znacie to?

Od jutra będę dbać o porządek

Od poniedziałku rzucam palenie/nie jem słodyczy/zdrowo się odżywiam

Od następnego miesiąca będę chodzić na siłownię

Od nowego roku się odchudzam!*

*) bo teraz święta, Sylwester, więc nie opłaca się zaczynać

Kto nigdy sobie tak nie obiecywał, tego podziwiam i szczerze zazdroszczę! Tego typu deklaracje składałam przed samą sobą niezliczoną ilość razy. Tymczasem następnego dnia wcale nie było czyściej, po tygodniu wciąż jadłam czekoladę, przez cały miesiąc jakoś nie było czasu pójść na siłownię, a w nowym roku było tak samo, jak w starym. Słowem – nie zmieniało się nic. A frustracja brakiem zmian rosła. Nie wspominając o poczuciu winy, że znowu nic się nie udało.

Oczywiście można być – tak jak ja – człowiekiem napędzanym gniewem, czyli doprowadzić się do takiego stanu irytacji, który w końcu zmusi do działania. Ale chyba nie o to chodzi, żeby samego siebie denerwować i być na siebie złym. Zdecydowanie fajniej jest być wobec siebie uczciwym i dobrze się ze sobą dogadywać.

Jeżeli coś odkładasz, to tak naprawdę nie chcesz tego robić

Każdy dzień jest dobry. Jeśli możesz coś zrobić w poniedziałek, możesz i dziś. Jeśli możesz coś zacząć od nowego roku, możesz zacząć dziś. Jeśli coś nie wymaga nakładu czasu i środków, a możesz wygospodarować chwilę, po prostu to zrób.
Spójrzmy prawdzie w oczy – większości działań nie odkładamy dlatego, że nie możemy ich wykonać od razu, tylko dlatego, że nie chcemy ich robić. A nie chcemy ich robić, bo to oznacza zmianę. Czasem nie jesteśmy na nią gotowi, a czasem po prostu jej… nie chcemy. Warto się zatem zastanowić, czy naprawdę chcesz, aby coś się zmieniło, i jeśli tak, jeśli naprawdę chcesz coś zmienić,

ZACZNIJ DZIAŁAĆ OD RAZU!

Nie odkładaj, bo jeśli nie jesteś osobą wybitnie zmotywowaną (jak ja), początkowy zapał wyparuje i nic z tego nie będzie. Przykładem choćby ten blog – pomimo przeszkód, walki z layoutem, konieczności poświęcenia czasu na wykup domeny i ogarnięcie hostingu (bez jakiejkolwiek wiedzy na ten temat), jednak jest. Jak tylko pojawiła się myśl o założeniu bloga, zaczęłam ją realizować. A mogłam odłożyć to na potem, czyli na wieczne nigdy, i na tym skończyłoby się moje pisanie.
Albo się chce i się robi, albo się nie chce i się nie robi. Nie ma półśrodków, skróconych dróg, magicznych sztuczek, jest tylko chęć do zmiany i adekwatne działanie. Samo się nic nie zrobi.

Jeśli nie teraz, to kiedy?!

Miałam wielkie szczęście spotkać na swojej drodze osobę, która zupełnie nieświadomie dosyć mocno wpłynęła na moje życie (pozdrawiam, Basiu!:)). Kobieta sukcesu, piękna, zadbana, wysportowana, zwiedzająca świat, czytająca mnóstwo książek i w tym wszystkim znajdująca czas na (także nowe) hobby. Gdy zobaczyłam, że zaczęła malować, byłam w szoku, skąd bierze na to wszystko czas. Zapytałam o to i usłyszałam w odpowiedzi:

Jeśli nie teraz, to kiedy?

No właśnie, kiedy?
W którym konkretnie życiu zamierzasz zrobić to, o czym marzysz, lub dokonać zmiany, na którą od dawna czekasz? Jak mawia jedna z moich ulubionych blogerek: życie jest za krótkie na bawełniane gacie!

Za miesiąc, rok, możesz być już w zupełnie innym miejscu w życiu i nie będziesz tego potrzebować, chcieć lub móc. Albo będziesz w tym samym miejscu właśnie dlatego, że czegoś nie zrobiłeś…

To jak będzie tym razem?

 

Miało być krótko, a wyszło jak zawsze. W podziękowaniu za dotrwanie do końca – piosenka:

0 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *