Dzień dobry!

Kolejka w sklepie.
Grzecznie czekam w jedynym ogonku, choć kasy są dwie. Zakładam, że kasjer na tej drugiej ma obecnie inne zajęcie, a mnie się nie spieszy. Po chwili jednak prosi kolejną osobę. To ja.

Podchodzę z uśmiechem i entuzjazmem. Tym większym, że widzę pana pierwszy raz, więc może jest tu nowy i się stresuje, a będzie mu raźniej, jak spotka kogoś przyjaźnie nastawionego.

Dzień dobry! – rzucam radośnie, bo w gruncie rzeczy wesoły ze mnie człowiek.
No nie wiem, czy taki dobry… – słyszę w odpowiedzi.
Ale jak to, coś się stało? – pytam. Ciekawskie ze mnie stworzenie.
Pracowała pani kiedyś w sklepie?

W tym momencie wszystko staje się jasne.

Ludzie, co? – dopytuję jeszcze dla pewności i dostaję potwierdzenie.

Mam wielki szacunek do osób pracujących bezpośrednio z ludźmi czy w szeroko pojętej obsłudze klienta. To jest w moim odczuciu najtrudniejsza praca. Jestem w stanie wyobrazić sobie, ile nieprzyjemnych sytuacji im się przytrafia, jak często mają styczność z osobami roszczeniowymi i mylącymi obsługę z usługiwaniem. Wystarczy się czasem przyjrzeć, będąc w lokalu, jak traktowane są kelnerki. Albo w urzędzie czy na poczcie poobserwować, co się dzieje w okienkach obok.
Ile razy widzieliście w sklepie czy markecie klientów awanturujących się z kasjerami? Lub dobitnie dających do zrozumienia, że towary są za wolno kasowane, albo wykazujących milczące (choć wcale nie ciche) zniecierpliwienie, bo w kasie trzeba było zmienić rolkę?

W dobie internetu, gdy częściej mamy kontakt z ekranem, niż z żywą osobą siedzącą naprzeciwko, zbyt łatwo zapominamy, że nie tylko po drugiej stronie kabla, ale i lady czy urzędniczego okienka siedzi człowiek. Człowiek, który też ma swoje problemy. Który może mieć gorszy dzień, źle się czuć (np. mieć migrenę), albo zwyczajnie być zmęczony dziesiątą godziną pracy. Człowiek, który może cały dzień nic nie jadł, bo nawet nie miał kiedy pójść na przerwę. Albo jest roztrzęsiony chamskim zachowaniem poprzedniego klienta.
Tuż przed świętami w pobliskiej, zaprzyjaźnionej piekarni jakaś pani zrobiła ogromną awanturę, że nie ma pierogów. Których to pierogów nawet nie zamawiała.
Innego dnia pani dyrektor z sąsiedniego gimnazjum była oburzona, że nikt jej od razu po wejściu nie obsłużył. A była trzecia w kolejce.

Właściwie to w większości ludzie są mili i nie jest tak źle, tylko czasem trafi się ktoś chamski – kontynuuje pan kasjer.
Wie pan, co wtedy najlepiej zrobić? Uśmiechnąć się i powiedzieć coś miłego.
Myśli pani, że zadziała?
– pyta z niedowierzaniem.
Jestem o tym przekonana!

Bo człowiek zmęczony lub zdenerwowany może się trafić po każdej stronie.
Osoba zirytowana czy niegrzeczna często oczekuje podobnego zachowania ze strony kogoś, z kim wchodzi w interakcję. Lub nie oczekuje niczego, ale raczej na pewno nie spodziewa się, że jej postawa spotka się z życzliwym nastawieniem. Dlatego warto zauważyć drugiego człowieka, a nie tylko jego marsową minę  czy szorstkie odzywki. Czasem wystarczy sam uśmiech, a czasem zagajenie neutralnej rozmowy („Zimno dziś, prawda?”). „Spokojnie, proszę się nie denerwować, ja się nie spieszę” do kasjerki nerwowo zmieniającej rolkę naprawdę nie zaszkodzi. Nawet rzucone na odchodnym „Miłego dnia!” potrafi czasem zdziałać cuda.

Jeżeli jednak nie zadziała – trudno, idzie się dalej, nie ma tu nic więcej do roboty.
Ale życzliwość naprawdę nic nie kosztuje, a może wiele dać. Uśmiechnij się do kogoś – może sprawisz, że poczuje się lepiej?

Miłego dnia!

 

0 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *