Zapach kobiety, czyli Agua de lágrimas

Z dużą ciekawością i niecierpliwością czekałam na kolejne spotkanie z Warszawskim Centrum Pantomimy. Poprzedni spektakl, Gogol, zaintrygował i zachwycił mnie na tyle, że chciałam zobaczyć więcej. Tym bardziej, że kolejny – Agua de lágrimas – miał być nawiązaniem do Pachnidła Patricka Süskinda. Ekranizacja tej powieści bardzo mnie kiedyś zachwyciła, moje oczekiwania były zatem wysokie. Wciąż też nie byłam pewna, czy pantomima to forma sztuki dla mnie, a nie chciałam tego rozstrzygać na podstawie jednego spektaklu. Poza tym, muszę przyznać, jest to tak ciekawe i nietypowe przeżycie, że gdyby nawet nie spodobało mi się za pierwszym razem, spróbowałabym znów. To doświadczenie tak inne od „zwykłego” teatru, jakość i estetyka nie spotykana nigdzie indziej, że aż chce się to przeżywać jeszcze raz.

Potwierdziło się moje odczucie, że pantomima to sztuka nieoczywista i nieprzewidywalna. Nie da się z mimodramu wyjść bez listy pytań w głowie, na które szuka się odpowiedzi. Czy to oznacza, że ta forma sztuki jest niezrozumiała dla przeciętnego widza? Bynajmniej!
Forma przekazu jest przecież stosunkowo prosta – mimika i ruch, światło, dźwięk i… zapach. (Tak, zapach! Tym razem bowiem salę wypełniała intensywna woń zapachowego kadzidła będąca idealnym wprowadzeniem widza w klimat.) Nie ma tylko słów. Ale podczas oglądania spektaklu nie ma poczucia, że brakuje opisu słownego, bo tak wiele zostaje przekazane pozostałymi środkami wyrazu, że słowo nie jest potrzebne. To, czego nie widać, dopowiada wyobraźnia. A tę przecież ma każdy. Mimowie „jedynie” wskazują kierunek, w którym ma ona podążać.

Agua de lágrimas rozegrany został w takim samym składzie, jak Gogol, i po raz kolejny zachwyciła mnie płynność ruchów i zgranie aktorów. Jest to, oczywiście, kluczowe dla artystów grających głównie ciałem, ale chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać. W przeciwieństwie do Gogola nie mam tu swojej „ulubionej” części obsady – wszyscy zagrali na bardzo równym poziomie. Niemniej, zdecydowanie na pierwszy plan wysunął się Bartłomiej Ostapczuk. Wynika to bezpośrednio z charakterystyki granej przez niego postaci – odpychającego obdartusa, który pewnego dnia pojawia się u perfumiarza na zawsze odmieniając jego życie. Ten przybłęda raz jest zafascynowanym laboratoryjną aparaturą chłopcem, a raz przerażającym podglądaczem zaczepiającym kobiety. Perfumiarz natomiast, grany przez Pawła Kuleszę, jest jak żywcem wyjęty z filmu z epoki. Ale może to kwestia samego Kuleszy, który niezwykle plastycznie wchodzi w swoją postać – było to widoczne również w Gogolu, gdzie grał krawca. Obie te role są dla niego jak ulał, choć może powinnam raczej napisać – to Paweł Kulesza jest dla nich jak ulał.

Ten spektakl był w moim odczuciu mocniejszy, jeśli chodzi o emocje wyrażane przez aktorów – strach, przerażenie, rozpacz. Podziwiam tutaj zwłaszcza Ewelinę Grzechnik, która na scenie zaprezentowała cały wachlarz emocji, także tych, przy których ja – siedząc na widowni – miałam ochotę krzyczeć (prawie mi się wyrwało: UDUŚ JĄ W KOŃCU!). Na temat jej wdzięku i stylizacji mogłabym się długo rozpisywać. Zauroczyła mnie całą sobą – od stóp do głów.

Tym, co mnie najbardziej urzekło w tym mimodramie, był poziom metaforycznego przedstawienia pewnych aspektów*. Gdybym jednak miała porównać swoje wrażenia z Agua de lágrimas i z Gogola, to ten drugi podobał mi się bardziej. Nie znaczy to jednak, że wariacja na temat Pachnidła jest spektaklem gorszym, bo nie jest. Jest po prostu inna. Nie mogę absolutnie nic złego o niej powiedzieć, nie mam żadnych zarzutów co do wykonania. Po prostu bardziej przemówił do mnie Gogol, choć historia z Agua de lágrimas jest mi bliższa.

Powodów może być kilka. Mój odbiór mógł być zaburzony przez wysokie oczekiwania oraz fakt, że wiedziałam już mniej więcej czego się spodziewać – mniejszy element zaskoczenia i brak tzw. siły pierwszego razu. Mógł mieć znaczenie także pewien osobisty aspekt, który leży całkowicie po mojej stronie i nie miał nic wspólnego z jakością wykonania, która – co będę podkreślać – była na wysokim poziomie. Nie zniechęca mnie to jednak do dalszego eksperymentowania z pantomimą i jak tylko nadarzy się okazja, z pewnością wybiorę się na kolejny spektakl Warszawskiego Centrum Pantomimy. Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać!

Dla przypomnienia – zwiastun Agua de lágrimas:

*)  I w tym miejscu trochę SPOILER: bardzo wymowne przejście od bijącego serca do flakonu z pompką oraz kobieta zaklęta w butelce perfum <3

P.S. W dniach 10-18.06.2017 odbędzie się w Warszawie 17. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu.

 

Spektakl „Agua de lágrimas” ​Teatr Warszawskiego Centrum Pantomimy

Reżyseria LIONEL MENARD
Współpraca ALEXANDER NEANDER, WOLFRAM VON BODECKER
Scenografia/Kostiumy AGNIESZKA MAGIERA/EMILIA OBŁĘKOWSKA
Światła ANDRZEJ KRÓL

Obsada PAULINA SZCZĘSNA, EWELINA GRZECHNIK, PAULINA STANIASZEK,
PAWEŁ KULESZA, BARTŁOMIEJ OSTAPCZUK, IRENEUSZ WOJACZEK

0 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *